ul. Bł. Ładysława z Gielniowa 14, 02-066 Warszawa
Telefon +48 22 246 46 46 
Fax +48 22 246 46 99
kancelaria@legalkw.pl
www.legalkw.pl
KW Kancelaria Prawnicza Kruk i Wspólnicy Sp. k. 

DEFENCE I OFFSET

Jarosław Kruk 

MON nadal nie docenia potencjału prywatnych spółek zbrojeniowych

08/04/2019

Mamy nowy Program Modernizacji Technicznej i mniej więcej wiadomo, jak armia będzie się modernizować. Nie wiem tylko czy większy nacisk położyć na słowo mniej, czy więcej? W udzielonym niedawno wywiadzie dla dziennik.pl, prezes WB Electronics wprost zarzucił Ministerstwu Obrony Narodowej faworyzowanie izraelskich dostawców bezzałogowców dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej, kosztem rodzimych producentów. PGZ nie miał umiejętności ich produkcji, a resort obrony administracyjnie wykluczył WB z możliwości ubiegania się o zamówienia.

 

Z końcem 2015 r. PGZ został podporządkowany MON-owi, czyli powstała sytuacja, w której główny zamawiający sprawuje pełną kontrolę nad głównym dostawcą. Konkurencja została więc bardzo ograniczona. Naturalne jest faworyzowanie swojego dostawcy, a zwłaszcza tego, którego można kontrolować. Jeśli chodzi o uzbrojenie, to istnieje możliwość zakupu tego, czego chcą Siły Zbrojne w trybie pilnej potrzeby operacyjnej lub bezpieczeństwa państwa. Zaczęto więc obiecywać niebywały postęp, w tym technologiczny, wzmocnienie potencjału obronnego Polski i super eksport, który miał wystrzelić. Jak jest z eksportem państwowej zbrojeniówki każdy widzi, mimo nie tak dawnych buńczucznych zapowiedzi niektórych młodych, „wybitnych” specjalistów od międzynarodowego handlu bronią.

Resort obrony narodowej powinien traktować polski potencjał przemysłowy jako całość. PGZ powinien rozwijać to, w czym jest dobry, np. platformy lądowe, broń strzelecką, itd. Natomiast jeżeli firma prywatna rozwinęła produkt czy system/y i jest najlepsza w danej dziedzinie, to należałoby rozwijać tę specjalizację, a nie sztucznie tworzyć kompetencje w PGZ, w dziedzinach, gdzie ich zwyczajnie nie ma.

Mamy tu dwa konkretne przykłady: WB i ich specjalizacja w bezzałogowcach oraz Lubawa w dziedzinie maskowania i kamuflażu. W armii nowych bezzałogowców, z wyjątkiem Warmate i Orlików, jak nie było, tak nie ma. Może się pojawią, ale wtedy będą to raczej klony starszych izraelskich konstrukcji, aniżeli nowoczesne produkty. Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Co do maskowania i kamuflażu, to w wojsku jest tego bardzo mało, natomiast mnóstwo u potencjalnego przeciwnika. Kupując sprzęt z półki, zazwyczaj nie dba się o kamuflaż i maskowanie, bo to kosztuje i łatwo zdjąć taką pozycję (kamuflaż) z zamówienia. Doszło do paradoksu, że dywizjony rakiet nadbrzeżnych mają maskowanie w postaci jednej makiety, jak wynikało to z odpowiedzi MON na jedną z interpelacji poselskich. Prawdopodobnie w kilku kontraktach na zakup pominięto pozyskanie systemów maskowania i kamuflażu lub planowany jest ich zakup od zagranicznego dostawcy. W ten sposób albo tracimy bardzo dużo z wojskowego punktu, albo dołujemy polskie technologie i przedsiębiorstwa, traci polski pracownik i podatnik a zarabia zagraniczny. Dlaczego tak się dzieje? Po prostu dlatego, że dana firma nie jest państwowa, czyli nie jest częścią PGZ.

W NATO istnieje kilka modeli współpracy państwa z przemysłem obronnym. Generalnie, większość producentów to spółki prywatne, z większym lub mniejszym (lub też zerowym) udziałem państwa. Duże firmy są zazwyczaj spółkami publicznymi. Dostawcy i poddostawcy to w olbrzymiej większości firmy prywatne. I współpraca państwa ze zbrojeniówką ma się zdecydowanie lepiej niż w Polsce.

Władze resoru obrony narodowej mają sporo prawnych możliwości zabezpieczenia interesów państwa w prywatnych firmach, w związku z wykonywaniem ważnych umów na dostawę systemów uzbrojenia. Mianowicie można porozumieć się z firmą realizującą ważne zamówienie, aby nie sprzedawała udziałów/akcji komuś uznanemu przez MON za wroga. Czasami słychać było głosy, ważnych oficerów, którzy mówili, że od prywatnej firmy nie chcą kupować, bo co będzie, jak akcje trafią do np. Rosjan. A wystarczy zawrzeć w umowie dostawy odpowiednie zapisy, że w trakcie jej obowiązywania zmiana udziałowców/akcjonariuszy wymaga akceptacji resortu. Mam na myśli oczywiście odpowiednią formę prawną tych zapisów, np. z notarialnie poświadczonymi podpisami.

W spółce publicznej natomiast można zawrzeć stosowne porozumienie z dominującymi akcjonariuszami, że nie sprzedadzą akcji nikomu bez zgody MON. Można porozumieć się w sprawie zapewnienia dla MON pierwokupu części lub większości akcji. W wypadku spółki akcyjnej, można uzgodnić, że przedstawiciele MON będą zasiadać w radzie nadzorczej i nadzorować daną sferę działalności spółki. Można również, pośrednio lub bezpośrednio, kupić mniejszościowy pakiet i zapewnić sobie dostęp do informacji o firmie. Istniej wreszcie zastaw rejestrowy oraz instytucja kar umownych, których zastosowanie nie musi ograniczać się do opóźnień w realizacji zamówienia, a także wiele innych możliwości.

Powyższe propozycje nie stanowią wyżyn sztuki prawniczej, lecz wymagają po prostu dobrego rzemiosła. Mówiąc wprost, wymagają woli ze strony MON do korzystania z potencjału firm prywatnych oraz odpowiednich zamówień, aby biznesowi opłacało się zabezpieczanie obaw resortu. I wtedy może się okazać, że współpraca z przemysłem prywatnym jest tak samo bezpieczna, a może i bardziej owocna niż z PGZ.

W ogóle to czasami mam deja vu, tak jakby sytuacja w polskim przemyśle zbrojeniowym cofała się uparcie do czasów jednostek gospodarki uspołecznionej, które ustawowo były uprzywilejowane w stosunku do innych form własności.

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Please reload